Kiedyś ktoś powiedział, że aby najlepiej panować nad rzeczywistością, trzeba ją stworzyć. I tak od dziesiątków lat grupka polityków rządzących światem, wspierana przez różnej maści marketingowców, urządza nam świat; stwarza potrzeby, których nie mamy, wymyśla mody, które deformują nasze ciała, przy tym odsuwa nas od innych ludzi, zastępując bliskość i kontakt anonimowym bytem w sieci. Tylko dlaczego my się dajemy tak zniewalać?

Człowiek bez wątpienia jest zwierzęciem stadnym. Każdy członek stada musi przestrzegać pewnych reguł, hierarchii, bo inaczej z tego stada zostanie usunięty.W każdym stadzie ktoś musi być Alfa, a ktoś Omega. Ale nawet Omega, chociaż je ostatni, ma ochronę ze strony  stada, ma funkcje do wypełnienia, jest potrzebny. Alfa zawsze czuwa, jest silny i w razie czego będzie walczył za stado do ostatka. Stado chroni swoje młode, uczy je, wychowuje, szkoli do walki o przeżycie, bo przetrwanie jest celem nadrzędnym stada.

A jak to jest u ludzi?

Współczesne ludzkie samce alfa to politycy, menedżerowie, mafiozi. Ale nasze samce alfa same nie walczą, one mają od tego wojsko, policję, bandytów. Używają ich też nie do obrony stada, a do ochrony własnych interesów. Żaden z nich nie martwi się losami przeciętnych członków stada, a omega z góry są skazane na zagładę, bo Alfa udają po prostu, że ich nie ma.

Hitler wymordował  sześc milionów Żydów i kilka milionów ludzi innych narodowości. Stalin dwadzieścia milionów obywateli Związku Radzieckiego zagłodził lub zamienił na mięso armatnie. Teraz, na naszych oczach, bo przecież to swoisty serial telewizyjny, przywódcy koreańscy zamieniają cały naród w bezwolne zombies, w Afryce dzieci są wykorzystywane  jako zabójcy przeciwko innym plemionom, Chińczycy w świetle lamp zabijają niepokornych, a reszta stada milczy.

W tym naszym ludzkim stadzie nikt nie czuje się bezpieczny, z wyjątkiem przywódców. I – o ile to nie jest dziwne w przypadku rządów sadystycznych satrapów, którzy bezprawnie zawładnęli narodem – o tyle szokuje w krajach, gdzie władcy są wybierani zgodnie z zasadami demokratycznymi, jak by się wydawało, ale sięgnąwszy po władzę obrastają w aparat represji i sieją strach, podpierając się  legitymacją od wyborców.

Tak się dzieje na poziomie krajów, ale i w mniejszej skali – na poziomie powiatów czy gmin. Władza jest najgorszym narkotykiem, bo nie dość, że uzależnia samego władcę, to jeszcze otumania jego popleczników. Władza  nakręca krąg zależności. Widać, jak zmieniają się poglądy w zależności od przysłowiowego punktu siedzenia.

A co na to reszta stada? Cóż, część stara się przypodobać władcy, licząc na jakieś profity, a pozostali odwracają się z niesmakiem, ale odchodzą w milczeniu. Bardzo rzadko znajdzie się ktoś, kto odważy się stanąć przeciw władcy. W końcu to właściwie gest samobójczy, bo jaśnie panujący posiada aparat i na pewno nie będzie się biernie przyglądał buntowi. Ale jeśli ten odważny jednak się znajdzie, to próbuje walczyć metodami prawnymi, a wtedy z punktu nie ma szans na sukces, bo władca na pewno sięgnie po wszystkie formy działania, jakie będą dogodne i nie będzie się kierował takimi wartościami, jak praworządność czy uczciwość, nawet jeśli będzie miał ich pełną gębę. Więc jeden buntownik na pewno niczego nie zdziała. Potrzebna jest lawina…

A kiedy już nawet przyjdzie lawina i zrzuci władcę z piedestału, to nowa władza bardzo często migiem wchodzi w buty dawnej władzy i znowu traci kontakt z resztą stada.

Trudno uwierzyć, że – z punktu widzenia biologii -  zachowanie człowieka jako gatunku, ma jakiś sens. Inne gatunki dostosowują się do zmieniających się warunków środowiskowych. Człowiekowi się wydaje, że panuje nad przyrodą, więc nie musi się z nią liczyć. Są nas miliardy, toteż pojedynczy człowiek nie ma żadnej wartości dla rządzących stadem. Zafundujemy sobie jeszcze wojny religijne, morze nienawiści i okrucieństwa, zniszczymy świadectwa kultury, a potem już tylko przyroda pozamiata resztę i piaskiem zasypie ślady.