Pod koniec nadmorskich wakacji nasi ludzie wybrali się na Warmię. Tato znalazł ogłoszenie – siedlisko nad jeziorem. Pojechali tam pod koniec października, akurat padało, więc nic nie zapowiadało, że się zachwycą tym miejscem. Awa opowiadała ( bo ją to oczywiście zabrali), że tam wiało jak nad morzem, że za domem był las, na dole jezioro, dookoła łąki, cisza i spokój. A jak mama zeszła nad jezioro, to na pomoście  leżały resztki raków, znaczy woda czysta.

Rodzice spotkali się z właścicielem, porozmawiali i wrócili do Łeby, a potem pojechaliśmy do domu. Wiedzieliśmy z bratem, że marzy im się dom na wsi, ale właściwie nie wracali do tematu tego siedliska. W końcu była działka pod Łodzią i całkiem ładne tereny wokół niej.

Niespodziewanie po kilku miesiącach właściciel zadzwonił z informacją, że obniża cenę, a rodzice zaczęli sprawdzać szanse zakupu siedliska. Prawie rok zajęły formalności, ale w końcu klamka zapadła. Zdecydowali, że przeprowadzamy się na wieś i to definitywnie, bo trzeba wszystko zlikwidować w mieście. Najpierw jeździli tam tylko z Awką załatwiać sprawy urzędowe i przygotować dom na nasz przyjazd. Awa opowiadała nam po powrocie, że tam pięknie i jeszcze dziko, że duży teren, że górki i doliny, a   powietrze ładnie pachnie. Intrygowało nas to, ale Cichosza drętwiał na samą myśl o podróży.

Niestety naszą ekscytację zmąciła choroba Awki. Nagle jej stan zdrowia się pogorszył. Zaczęła się dusić, a właściwie topić, bo zbierała jej się woda w płucach. Doktor ratował jak mógł, ale w końcu i on musiał się poddać. Awka odeszła. Odprowadziliśmy ją z bratem, gdy przechodziła na drugą stronę, tak jak ona kiedyś odprowadzała Pastelka, ukochanego pieska mamy.

Było to dla nas trudne przeżycie, a jeszcze rodzice nas zostawili samych na dwa dni, bo pojechali pochować Awkę już na terenie nowo kupionego siedliska. Wiemy, że było im ciężko, ale nie pomyśleli, że dla nas to też szok. Zostawili nam wodę i jedzenie i pojechali. A my byliśmy przerażeni. Cichosza się bał, że już nie wrócą. Nawet się pokłóciliśmy, bo on uważał, że teraz musi zostać przewodnikiem stada, a ja przecież byłem większy i silniejszy, no to nie chciałem się zgodzić… Od tego momentu już nigdy nie było jak dawniej. Śmierć Awy zakłóciła równowagę stada. Nasi ludzie byli bardzo zajęci przeprowadzką, a my z Cichoszą zaczęliśmy konkurować o przywództwo.

cdn.